Gentoo, Google Chrome i YouTube

25 10 2009

Jako, że bardzo lubię Google Chrome od czasu kiedy zostało wypuszczone na Windowsie, bardzo ubolewałem, że nie ma odpowiednika na Linuxa.

Ostatnio jednak ukazała się wczesna wersja działająca w systemie Linux. Dopóki korzystałem z Ubuntu wszystko było dobrze ponieważ developerzy dali paczę DEB. Teraz zachciało mi się posiadać możliwość uruchomienia Chrome’a w systemie Gentoo.

Z pomocą przyszli niezawodni internauci, którzy mieli podobne zachcianki. Jeden z nich opisał proces instalacji przeglądarki z paczki DEB w systemie Gentoo na swoim blogu: http://blog.andreaolivato.net/open-source/google-chrome-natively-running-on-gentoo-linux.html.

A Flash?

No właśnie. Tutaj pojawiły się problemy.  W katalogu /usr/lib/nsbrowser/plugins znalazłem plugin którego potrzebowałem: libflashplayer.so. Jeśli go tam nie ma to pewnie trzeba go zainstalować poleceniem:

emerge www-plugns/adobe-flash

Jak już go tam mamy to flash będzie działał w przeglądarce Epiphany. To już nieźle ;) . Kombinowałem z linkami do tego pliku w różnych miejscach aby chrome widział plugin jednak nic nie przynosiło efektu. W końcu wykorzystałem ostatnie drewno ratunku i postanowiłem udawać, że mam Firefoxa i tam zainstalować wtyczkę:

mkdir ~/.mozilla
ln -s /usr/lib/nsbrowser/plugins ~/.mozilla/plugins

W ten sposób utworzyłem katalog .mozilla w moim katalogu domowym (tam firefox trzyma swoje śmieci), a później w tym katalogu stworzyłem link do katalogu zawierającego wtyczki Epiphany. Link ten z punktu widzenia programów jest widziany jako zwykły katalog i nawet nie podejrzewają jak bardzo je oszukujemy :)

Tak czy inaczej teraz Google Chrome po uruchomieniu obsługuje już flasha.

Życzę miłego oglądania jutuba ;)





Gentoo – kompilacja jądra (kernel 2.6.30)

25 10 2009

Info: To nie jest informacja jak kompilować kernel – to raczej informacja jak go nie kompilować :)

Największym problemem okazała się dla mnie kompilacja kernela 2.6.30. Początkowo podczas instalacji użyłem narzędzia genkernel ponieważ było wygodne. Jednak tak stworzone jądro trochę długo się uruchamiało (około 1 minuty 15 sek. od GRUBA do ekranu logowania). Wszystko dlatego, że na początku uruchamiany był obraz initrd i on ładował do dużo modułów których nawet nie potrzebowałem! Pomijam już fakt, że kompilacja takiego jądra z milionem modułów trwała około 20 minut.

Postanowiłem więc wziąć sprawy w swoje ręce i zmodyfikować nieco ustawienia jądra tak aby nie musiało korzystać z initrd. Dodatkowo chciałem aby jądro obsługiwało system plików ext4, abym mógł pracować na partycji gdzie zainstalowałem Ubuntu (bo ono też jeszcze jest ;) ).

Zatem poszedłem do źródeł gentoo-sources które były już na dysku od czasu gdy instalowałem system:

cd /usr/src/linux

I rozpocząłem konfigurowanie:

make menuconfig

Początkowo ogrom opcji jakie się cisną do oczu jest porażający. Po kilku nieudanych kompilacjach (tzn takich, że jądro po uruchomieniu dawało KERNEL PANIC). Postanowiłem zacząć całkowicie od nowa. W katalogu /usr/src/linux wydałem polecenie:

rm .config

Co oznacza, że usunąłem starą konfigurację (jeszcze wygenerowaną przez genkernel – stąd pewnie były problemy). Po tej operacji program do konfiguracji jądra wczytał podstawowe ustawienia, które są bardzo minimalistyczne. Bałem się czy takie jądro w ogóle poradzi sobie w życiu codziennym, ale postanowiłem spróbować.

Jedyne rzeczy jakie zmieniłem to dodałem obsługę ext4 oraz zaznaczyłem kilka opcji graficznych dla kart NVIDIA i mojej karty bezprzewodowej.

Kompilacja nowego jądra trwała mniej niż 2 minuty. Wygenerowanych zostało zaledwie 12 modułów, z których łatwo było wybrać te interesujące :)

Jak się okazało jądro poradziło sobie i uruchomiło się w około 30 sekund (gdyby nie konfigurować sieci to nawet kilka sekund szybciej). Widać zatem, że w prosty sposób można znacznie przyspieszyć ładowanie systemu operacyjnego.

Teraz jeśli zauważę, że potrzebuję dodatkowej opcji w jądrze to dodanie jej zajmuje tylko kilka minut. Ma to ogromne zalety w stosunku do tego, ze w Ubuntu właściwie wszystko działo się samo i nawet nie wiedziałem skąd, po co i dlaczego :) A ja lubię wiedzieć dlaczego.

Wniosek

Jeśli kompilowałeś jądro przy użyciu genkernela lub w jakiś inny automatyczny sposób to najlepiej usuń tę konfigurację i zacznij od nowa.

W internecie jest bardzo wiele przewodników dotyczących konfiguracji i kompilacji jądra Linux. TA STRONA jest jednym z przykładów. Najważniejszą rzeczą podczas szukania informacji jest wiedza o tym, że informacje te mogą być przestarzałe – dlatego należy ostrożnie podchodzić do znalezionych informacji.





Gentoo

25 10 2009

Ostatnio siedząc sobie spokojnie i przeglądając zasoby internetu wymyśliłem mroczny plan. Znużony tym, że w Ubuntu działa wszystko od ręki oraz faktem, że jest nieco przeładowane przez co trochę powolne postanowiłem zainstalować sobie system Gentoo Linux.

[ Tutaj następuje efekt dźwiękowy:  http://www.dramabutton.com/ ]

Jak się okazało – nie taki diabeł straszny… Na stronie domowej Gentoo znajdują się poradniki dotyczące instalacji tegoż systemu. Są nawet w języku polskim ale nie polecam tychże ponieważ są stare i czasem nie zgadzają się z rzeczywistością.

Piękno tej dystrybucji polega na tym, że system budujemy sami od podstaw. Zajmuje to co prawda znacznie więcej czasu (kilka[naście] godzin za pierwszym razem ;) ) niż zainstalowanie Ubuntu (~ 15-20 min ). W zamian za poświęcony czas dostajemy system, w którym panujemy nad wszystkim i w którym dokładnie wiemy co gdzie należy zmienić lub dodać aby osiągnąć to co chcemy.

W następnym poście opiszę moją przygodę z kompilacją kernela ;)





Budowanie plików *.deb – prostsze niż się wydaje

17 09 2009

Dziś przez przypadek (podczas różnych kombinacji w Ubuntu) odkryłem, że jest niesamowicie prosty sposób na stworzenie paczki DEB zawierającej cokolwiek tak, aby możliwa była instalacja tego na dysku.

Aby stworzyć archiwum z katalogu, który mamy już stworzony (wraz z plikami które chcemy umieścić w paczce)  wystarczy stworzyć w tym katalogu kolejny folderek nazwany DEBIAN, a w środku plik control. Do tego pliku należy wpisać kilka informacji podstawowych o pakiecie. Listę możliwych pól można znaleźć TUTAJ.

Kiedy już mamy stworzony plik ./<katalog>/DEBIAN/control to wówczas wydajemy polecenie:

dpkg-deb --build ./<katalog>

Po chwili będziemy mieli paczkę <katalog>.deb

Stworzony w taki sposób pakiet jest dość ubogi ale wystarczy żeby zainstalować/odinstalować w systemie program lub jakieś inne pliki. Jeśli kogoś zainteresował taki “ręczny” sposób tworzenia archiwów to proponuję lekturę TEGO dokumentu. (Podany wcześniej link jest tylko częścią większej części opisującej archiwa debianowe)





Linux – nie dla każdego?

14 09 2009

Przeczytałem artykuł mówiący, że Linux nie jest dla wszystkich. Rozważałem przez cwhilę czy dodać komentarz czy też opisać sprawę szerzej u siebie. Efekt tych przemyśleń macie przed sobą więc nie będę pisać, którą opcję wybrałem :)

Przechodząc do sedna sprawy – autor artykułu najmocniej ubolewa nad tym, że użytkownicy nie potrafią zachwycić się bardziej zaawansowanymi opcjami systemu niż zmiana tapety czy upięknianie okienek i to za darmo… Trudno oczekiwać od dotychczasowych użytkowników Windowsa aby potrafili dostrzec coś jeszcze. Przecież ich system nie pozwalał na nic więcej…

Poza tym… jak reklamował się Windows Vista? Wszyscy chyba najbardziej oczekiwali tego trójwymiarowego przełączania okien i innych bajerów graficznych. Jak się nad tym teraz zastanawiam to kutek (autor wspomnianego arta) ubolewa nad podobnymi rzeczami jak wielu starych graczy, którzy narzekają, że teraz grafika jest na pierwszym miejscu, a grywalność kiepska…

Wracając jednak do tematu – uważam, że Linux jest dla każdego bo każdy powinien widzieć w systemie to co mu odpowiada. Przecież nie ma znaczenia z jakiego powodu Pan Stefan używa jakiegoś tam systemu. Przynajmniej mnie osobiście to zupełnie nie obchodzi. Dopóki jest mu z tym dobrze. Przykładowo jeśli ktoś lubi być narażony na kradzież wszelkich danych – instaluje Windowsa i używa IE. Jeśli ktoś lubi pomęczyć się z instalacją jakiegokolwiek programu aby później narzekać, że Linux jest kiepski – instaluje Slax albo inne Gentoo (oczywiście bez znajomości słów kluczowych: kompilacja, linkowanie itp. ).

Na koniec powiem, że Linux faktycznie nie jest dla wszystkich. Nie jest to system dla ludzi, którzy oczekują, że sposób w jaki działa i zachowuje się Windows jest jedynym słusznym (zwłaszcza jeśli instalują inną dystrybucję niż Ubuntu ;) ). Będą jedynie zawiedzionymi użytkownikami więc szkoda ich czasu i nerwów.





Windows 7

14 09 2009

Ostatnio postanowiłem wypróbować nowe dziecko Microsoftu. Poprzez uczelnię mam dostęp do wydania Windows 7 Professional, dlatego chciałem dać mu szansę do zaprezentowania się i może nawet zastąpienia Linuxa (sic!) na moim dysku na stałe.

Mój zapał dotyczący nowego systemu trwał kilka godzin. Były to godziny poświęcone na ściągnięcie i nagranie na płytę odpowiedniego obrazu…

Po zbootowaniu z płyty ujrzałem piękne okienko ze sporym przyciskiem na środku “Install now…”. Pomyślałem, że to dobry punkt wyjścia więc klikąłem ów przycisk. Pojawił się wówczas napis “Setup is starting…”. To by się nawet zgadzało z intuicją. Niestety później było już tylko gorzej.

Po ostatniej informacji o startowaniu instalatora pojawiło się nowe okienko wraz z informacją, że nie mam sterownika CD/DVD i jeśli mam płytę/pendrive/cokolwiek ze sterownikami to mam to wykorzystać i załadować go.

Zadanie to nie wydaje się przesadnie trudne jeśli się nad nim głębiej nie zastanowić. Hej, czy ja nie bootowałem systemu z płyty? To teraz nagle odkrył, że nie może z niej czytać? Jeśli dodać do tego fakt, że przy poszukiwaniach sterownika mogę przeglądać sobie płyty, pendrive’y i zawartość dysku twardego to ktoś tu zmyśla.

Zacząłem poszukiwania internetowe dotyczące feralnego komunikatu. Jak się okazało nie byłem odosobnionym przypadkiem. Niektórzy sobie z tym poradzili i znalazłem kilka zaleceń how-to. Jedno z nich dotyczyło pogmerania przy ustawieniach RAID dla SATA w BIOSie. Niestety BIOS w moim laptopie (Acer Aspire 5610Z) pozwala jedynie zmienić kolejność bootowania…

Później ktoś poradził, aby zainstalować system z pendrive’a. Nagrałem więc obraz Win7 na 4GB patyk i zbootwałem z niego system. Podbudowała mnie szybkość bootowania ale dzięki niej o wiele prędzej dowiedziałem się, że nic to nie dało.

Kolejną poradą było załadowanie sterowników SATA z dysku lub pendrive’a. Próbowałem to na kilka sposobów i również się nie udało.

Ostatnia moja próba wynikająca już mojej własnej inwencji twórczej polegała na wymontowaniu napędu CD z laptopa. Jako, że nigdy tego nie robiłem to rozmontowałem wszystko co się dało, żeby odkryć, że wystarczyło wykręcić jedną śrubkę i po prostu napęd wyjąć. To było pouczające.

Tak czy inaczej – po wyjęciu napędu CD/DVD problem dotyczący sterowników nadal występował.

Spróbowałem zainstalować Windows Vista, który dostałem razem z laptopem i uruchomić z płyty instalator i po prostu zupgradować system z Visty do 7. To również nie dało efektu ponieważ 2 pliki DLL ( spwizeng.dll i wdscore.dll ) sprawiają problemy i nie daje się uruchomić instalacji pod Win Vista.

Wydaje mi się, że to nie jest dobry start dla Windowsa, aby przekonać mnie o swojej wyższości…

Jeśli ktoś ma jeszcze jakiś pomysł w jaki sposób można zmusić ten…. system do działania to proszę się nie ograniczać i napisać w komentarzach swoje przemyslenia.





Shard UO – Vestri Fatum

26 08 2009

Ostatnio popadłem trochę w lenistwo i postanowiłem pobawić się grając w nieśmiertelną Ultimę Online. Jak zawsze, stanąłem przed wyborem – który serwer UO wybrać.

Nie chciało mi się składać podania na DM. Poza tym tam skille i staty lecą całymi latami, a ja chciąłem się po prostu pobawić. Trafiłem więc na Clair’s Lair niestety – serwer miał DOWN z nieznanych przyczyn. Poszedlem wiec na shard o podobnej nazwie Clair’s Lair: Resurrection. Z tego co zdazylem sie dowiedziec – kilku ludzi z CL sie obrazilo i zalozylo nowy lepszy serwer. Pogralem tam kilka dni i odechcialo mi sie bo nie dawalo sie zyc. Wszedzie biegali redzi i bili wszystko co popadnie. Na dodatek GMi podejmowali raczej nietrafione i nieprzemyslane decyzje.

Np. miedzy Britt i Minoc jest osada. Obowiązywał tam zakaz PvP. Niestety jako, że gracze nadużywali tego (chowali się w osadzie jak w schronie) – zniesiono zakaz PvP i od tego czasu GMi postanowili znieść owy zakaz… To spowodowało, że przestałem w ogóle zachodzić do tej osady… A wystarczyło jedynie dodać podpunkt, że nie jeśli ktoś ewidentnie nadużywa osłony to wówczas można go zaatakować – i tyle.

Podobnych decyzji było więcej. Na dodatek kiedy zechciałem pogórniczyć trochę potrzebowałem juczniaka. Zauważyłem, że trzyma się o 2 pola za mną. Na szczeście dało się go z tej odległości przeglądać. Problem był w tym, że kopalnie są wąskie i często się juczniak gdzieś klinował (nie mówiąc już o tym, że po prostu zostawał w tyle na prostej…). Po napisaniu propozyjcji na forum musiałem zetrzeć się z wielkim problemem, bo “to niepotrzebne”… Nie rozumiem w czym był problem… Jeśli na to zwróciłem uwagę to znaczy chyba, że to jednak denerwujące. Ale tak gracze jak i ekipanci zupełnie mnie olali i na dodatek poobrażali nie podając przy tym ani jednego powodu, dla którego nie chcą aby to zrobić. To przechyliło szalę w stronę porzucenia shardu dzieci i poszukania czegoś innego… (Oczywiście opisałem wszystko na forum CL:R, ale topic został usunięty i dostałem PM od admina, żebym nie jęczał i jak mi się nie podoba to do widzenia – tak też zrobiłem)

Nareszcie w Domu – VF

Dalsze poszukiwania (ominąłem, rzecz jasna, MW i DM i wszystkie inne serwery które wymagały pisania bezsensownych historyjek) sprowadziły mnie na stronę domową shardu Vestri Fatum. Do założenia konta wówczas potrzebny był IRC (teraz można skorzystać z formularza na stronie). Skontaktowałem się z jednym z GMów i okazało się, że był bardzo przyjaźnie nastawiony (co nie zdarzało się często w przypadku CL:R czy DMa). Założenie konta wymagało jedynie podania kilku podstawowych informacji niezbędnych do zaołożenia konta. Trwało to może 5 minut. Polecam ten sposób rejestracji bo jest szybszy. Dane z formularza na stronie są wkładane w kolejkę i muszą czekać natomiast przez IRC mamy bezpośredni kontakt z zakładającym.

Gra tutaj wygląda o niebo lepiej. Jeśli ktoś wykryje jakiś błąd czy nieprawidłowość to wystarczy, że napisze o tym na forum i wówczas ludzie napiszą co o tym sądzą w sposób raczej konkretny (podają przyczyny swoich za/przeciw). GMi mają oczywiście ostatnie słowo :)

Po kilku tygodniach gry dostałem propozycję przyłączenia się do grona skrypterów i dzięki temu pomagam w rozwoju serwera i widzę, że ekipa wkłada w to wiele wolnego czasu. Wciąż pracujemy nad ciekawymi nowościami poprawiając w międzyczasie różne błędy i niedopatrzenia.

Dlatego, jeśli ktoś szuka dobrego darmowego i przyjemnego shardu do gry w Ultimę Online to Vestri Fatum jest najlepszym rozwiązaniem.





Będzie nowy system operacyjny?

8 07 2009

Wielu z was już pewnie słyszało, a jeśli ktoś (jak ja) nie wie tego do dziś to informuję iż Google tworzy… własny system operacyjny…

Google Chrome OS zostało ogłoszone ostatnio przez Google i podobno ma to być system umożliwiający bezpieczny pobyt w sieci i “po prostu działający”. Początkowo skierowany głównie w laptopy.

System oparty o jajko Linuksa powinien zapewnić stabilność i (mam nadzieję) bezpieczeństwo.

Moim zdaniem najbardziej ekscytujące jest to czego nikt jeszcze nie powiedział. Znając pomysłowość i kreatywność Google system będzie świetnie współpracował z wszelkimi usługami Google. Mam przynajmniej ogromną nadzieję, że tak będzie.

Ech, niepotrzebnie dowiedziałem się o tym tak wcześnie. Wolałbym nic nie wiedzieć aż do wypuszczenia GoCHOS (że tak pozwolę sobie skrócić nazwę :) ) na rynek. Teraz będę czekał i czekał :p





Slick

25 06 2009

W jednym z poprzednich postów napisałem, że Slick udostępnia biblioteki natywne tylko dla Windowsa. Otóż dzisiaj przyjrzałem się temu dokładniej i okazało się, że po prostu Windowsowe nativy są w głównym katalogu natomiast pozostałe są popakowane w archiwa JAR i wrzucone do katalogu lib. Wcześniej ich po prostu nie zauważyłem.

W związku z poczynionym odkryciem uruchomiłem netbeansa na nowo zainstalowanym OpenSUSE i rozpocząłem poszukiwanie tutoriali w internecie. Tutaj niestety nie jest tak fajnie jak w GTGE. Dostępne są głównie przykładowe kody źródłowe. Udało mi się jednak znaleźć jeden tutorial ( http://thejavablog.wordpress.com/2008/06/08/using-slick-2d-to-write-a-game/ ), który pozwala załapać jak to mniejwięcej wygląda.

Prawdę mówiąc sam szkielet jest prawie taki sam jak to było w przypadku GTGE. Mamy metody init, update, render, których znaczenia i funkcji raczej nie trzeba tłumaczyć ;)

Slick jest pierwszym silnikiem 2D w Javie, w którym odkryłem możliwość dowolnego obracania obrazków. Dodatkowo przeglądając API zauważyłem, że posiada różne algorytmy wyszukiwania trasy, silnik cząsteczkowy (wraz z edytorem) oraz wsparcie dla tile-map rysowanych w programie Tiled.

Myślę że spędzę na tym silniku kilka ładnych godzin ponieważ zamierzam wziąć udział w tegorocznym WSOC! To chyba będzie pierwsza praca na WSOC napisana w Javie ;)





Dystrybucje

24 06 2009

Korzystając z wolnego czasu postanowiłem sprawdzić jak radzą sobie najbardziej znane (przynajmniej moim zdaniem) dystrybucje Linuksa. Pamiętam swoje początki z tym systemem operacyjnym – wówczas byla to dystrybucja RedHat 9. Od tamtego czasu sporo się zmieniło…

Fedora

Na pierwszy ogień postanowiłem puścić Fedorę. Po zainstalowaniu ładnie wykryła sieci bezprzewodowe co zasługuje niewątpliwie na ogromny plus gdyż nawet Ubuntu miał z moją kartą sieciową problemy, które znikły dopiero w najnowszej dystrybucji. Na początek chciałem zainstalować Gnome-Do. Świetne narzędzie do wszystkiego dla użytkowników środowiska GNOME. Po zainstalowaniu okazało się, że nie ma tam żadnych wtyczek (w Ubuntu były zainstalowane z programem). Postanowiłem więc poszukać wtyczek które mnie interesowały. Kilka godzin i milion prób później wciąż nie miałem wtyczek… Porzuciłem więc ten pomysł i postanowiłem przyjrzeć się reszcie systemu.

Zauważyłem, że w Fedorze bardzo duży nacisk kładziony jest na bezpieczeństwo. To cud, że aby ruszyć myszą nie trzeba wpisywać hasła root’a… Co prawda jest to trochę uciążliwe, ale w końcu bezpieczeństwo jest bardzo ważne…

Była jednak pewna rzecz (oprócz irytującego braku wtyczek do gnome-do), która sprawiła, że postanowiłem więcej nie dotykać tego systemu – instalator programów/pakietów. Mimo iż pomysł z kolejkowym dostępem do blokady operacji “na”programach” przypadł mi do gustu to wyszukanie pakietu, który mnie interesował w repozytoriach graniczyło niemalże z cudem – nawet jeśli mniejwięcej znałem nazwę samego pakietu…

Fedora początkowo zrobiła na mnie niezłe wrażenie, ale o przyjazności użytkownikowi chyba jeszcze niewiele słyszała (chociaż z drugiej strony ma interfejs grafizcny ;) ). Jednak po kilku ładnych godzinach klikania i sprawdzania i kombinowania stwierdziłem, że nie jest to system z którym chciałbym żyć na codzień… Postanowiłem spróbować czegoś innego…

OpenSUSE

Następny w kolejce był znany mi już od jakiegoś czasu OpenSUSE. Od naszego ostatniego spotkania poczynił niesamowite postępy. Zaskoczyło mnie trochę, że i on nie miał problemów z rozpoznaniem mojej karty sieciowej i wykryciem sieci bezprzewodowych. Kiwając z uznaniem głową postanowiłem zainstalować sobie na początek sterowniki do karty graficznej. Przyznam się, że trochę się przy tym namęczyłem, ale wszystko przez mój niedobry pośpiech i niechęć do czytania instrukcji ;) Gdyby nie to prawdopodobnie nie sprawiłoby mi to kłopotu. Tak czy inaczej po godzince czy dwóch miałem już zainstalowane sterowniki NVidii do mojej karty i z zapałem ruszyłem psuć inne rzeczy.

Następną rzeczą jaką musiałem zrobić było włączenie odtwarzacza muzyki. Tutaj domyślnym okazał się być mój ulubiony Banshee (zatem plus dla susła :) ). Niestety okazało się, że nie chce mu się odtwarzać mp3. Okazało się, że brakowało mu codeców, które w Ubuntu są instalowane domyślnie. Nie było ich i pewnie nigdy nie będzie w domyślnej instalacji systemu ponieważ wówczas kolidowałoby to z częścią Open nazwy tegoż systemu :) Po zgooglowaniu problemu okazało się, że wystarczy ściągnąć i uruchomić jeden mały pliczek i reszta zrobi się za mnie. Tak się stało i po restarcie komputera mogłem się cieszyć moimi ulubionymi utworami wypełniającymi przestrzeń.

Tak świetnie przygotowany do dalszej pracy rozpiąłem guzik pod szyją w moim T-Shirt’cie bez guzików i ruszyłem instalować Netbeansa. Tutaj troszeczkę się rozczarowałem. Netbeans w repozytoriach był w wersji 5.0 (najnowsza to 6.5 czy nawet 6.7) , a po instalacji i uruchomieniu straszliwie wolno pracował. Pomyślałem wówczas: “Hmm… OpenJDK”. Ściągnąłem więc i zainstalowałem najnowsze JDK od SUNa. Następnie ściągnąłem najnowszego Netbeansa z internetu i (po uprzednim odinstalowania tego z repów) zainstalowałem go na dysku. Po uruchomieniu śmiga równie pięknie jak pod znanym i lubianym przez wszystkich systemem.

Dalszych testów już właściwie nie robiłem bo postanowiłem, popracować trochę z tym systemem i przyjrzeć mu się dokładniej. Jeśli zauważę jakieś ogromne niedogodności czy coś godnego uwagi to napiszę o tym na tym blogu.

Podsumowanie

W podsumowaniu chciałbym przyrównać te systemy do najbardziej mi obecnie znanego Ubuntu. Wspomniana na początku Fedora nie ma szans aby równać się z łatwością użytkowania potomka Debiana, ale za to jest mnie idiotoodporny, a co za tym idzie – bardziej konfigurowalny. Właściwie nei ma co tu porównywać gdyż Fedora nigdy nie mówiła, że ma zamiar być najbardziej popularną i łatwą w użyciu dystrybucją. Polecam ją ludziom, którzy nie boją się wyzwań (a uważają, że Gentoo to trochę za głęboka woda ;) ).

Jeśli chodzi o OpenSUSE to w łatwości użytkowania również przegra z Ubuntu i nie poleciłbym go całkowicie początkującym. Jest jedna rzecz, która ogromnie przypadła mi tutaj do gustu. Ustawianie zmiennych systemowych. O ile korzystając z Ubuntu męczyłem się z ustawieniem jednej zmiennej przez kilka dni przeszukując fora, na których każdy miał 100 pomysłów i żaden tak do końca nie skutkował to tutaj wszedłem zagooglowałem o ustawianiu zmiennych systemowych i zaraz dowiedziałem się, że jeśli chodzi o jednego użytkownika to wystarczy ustawić .bashrc w jego katalogu domowym, a globalnie – dodać exportowanie zmiennych w pliku /etc/bash.bashrc.local . Tak to na prawdę takie proste ;)