Linux jak Windows
marzec 29, 2008 — moriturius
Przez długie lata żyłem w mocnym przekonaniu, że nie zobaczę nigdy Linuxa, który w użytkowaniu byłby równie prosty jak Windows. Po wczorajszym dniu moje przekonanie zdecydowanie osłabło. Do dnia wczorajszego na moim dysku dzielnie sprawował się OpenSUSE (na zmianę z Windows oczywiście :)), ale postanowiłem ściągnąć i sprawdzić cóż takiego cudownego oferuje Ubuntu skoro o nim tak głośno.
Po ściągnięciu okazało się, że MS Virtual PC 2007 niespecjalnie chce go uruchomić. Zależało mi na tym, aby nie musieć wypalać płytki i restartować komputera ale skoro los chciał inaczej - trzeba było z nim walczyć. Nagrałem Ubuntu na płytę.
Przy bootowaniu systemu z płyty przywitało mnie logo Ubuntu z ładnym paskiem postępu na dole - nie trzeba chyba specjalnie długo się zastanawiać skąd taki pomysł ^^. Tak czy inaczej, wygląda to zdecydowanie ładniej niż “Mounting local filesystems… [ ok ]“, prawda?
Z drugiej strony wadą jest to, że jeśli coś nie działa to nie widać tego przy uruchamianiu systemu i trzeba później przekopać logi. Pamiętajmy jednak, że Ubuntu to system dla użytkownika przesiadającego się z Windows. Takiemu nawet informacja o tym co nie działa i tak by nic nie dała więc ją ukryto
Po uruchomieniu system ubrał się w GNOME - plus dla niego bo to moje ulubione środowisko graficzne. Aby nie tracić czasu, włączyłem Firefox’a z zamiarem pooglądania stronek. Okazało się jednak, że komputer nie jest podłączony do internetu. Mogłem się tego spodziewać. Problem tkwił w sterowniku do bezprzewodowej karty sieciowej. Na początku sądziłem, że nie jest on zainstalowany, ale okazało się, że sterowniki MadWiFi są i nawet działają! Problem w tym, że nie z moją kartą sieciową ^^.
To jednak nie był wielki problem, przy użyciu sterowników windows’owych, ndiswrapper‘a i herbaty uporałem się z tym dość szybko (mam doświadczenie z OpenSUSE - tam w ogóle nie było sterowników). Po uruchomieniu połączenia bezprzewodowego przyszedł czas na sprawdzenie działania filmów i plików muzycznych. Tutaj spotkała mnie wielka niespodzianka. Wszystko działa bez żadnego cudowania. Wystarczy po prostu kliknąć dwa razy na plik z filmem czy MP3 i system uruchamia odpowiedni program i zaczyna odtwarzanie! To jest nawet lepiej niż w Windows, ponieważ nie trzeba instalować programów do multimediów ani kodeków do filmów - wszystko już jest.
Pobawiłem się w systemie jeszcze trochę i postanowiłem go zainstalować. Co ciekawe - nie musiałem nawet uruchamiać ponownie komputera. Na pulpicie znajdowała się ikonka z opisem “Zainstaluj”. Kliknąłem na nią wyskoczył jakiś tam kreator instalacji, w którym wystarczyło właściwie wszędzie klikać “Dalej”. Po wszystkim na ekranie pojawiło się małe okienko (z 20×20px - mówiłem, że małe! :P). To rozpoczęła się instalacja. Problem w tym, że nie wiedziałem ile już zainstalowano i jak długo jeszcze to potrwa. Poszedłem więc odkurzać.
Po skończonym odkurzaniu wróciłem do komputera i ujrzałem komunikat o tym, że system został zainstalowany. Fajnie. Uruchomiłem ponownie komputer i zbootowałem mojego nowo zainstalowanego Linux’a. Znów trzeba było pobawić się z siecią WiFi, ale to krótka chwila. Później rozpocząłem bawienie się systemem
Chcąc sprawdzić jak się sprawuje Wine zainstalowałem Unreal Tournament. Oczywiście nie miałem jeszcze sterowników do grafiki więc uruchomiłem go z opcją Software Rendering. Okazało się, że uruchamia się i chodzi jak marzenie! Postanowiłem więc zainstalować sterownik do grafiki. Trochę czasu mi to zajęło, ale to głównie przez moją nieuwagę. Wszystko można było zrobić w 10 minut korzystając z pomocy w internecie gdzie krok po kroku było opisane jak należy zainstalować grafikę.
Później znajomy zapytał mnie jak się sprawuje Wine z grami, więc opowiedziałem mu o UT. Poprosił mnie abym sprawdził czy Starcraft pójdzie. Sprawdziłem. Poszedł. Wystarczyło go normalnie zainstalować i wszystko śmiga jak należy. Później sprawdziłem jeszcze Heroes Of Might And Magic III - moją ulubioną wersję z całej serii. Także chodziła bez zarzutu.
Podsumowując, Ubuntu Linux jest godnym polecenia systemem dla każdego. Myślę, że kilka udogodnień nie będzie przeszkadzać zagorzałym linuxowcom skoro wszystko nadal da się zrobić w konsoli, a jest to niewyobrażalne ułatwienie dla każdego przeciętnego użytkownika komputera. Nie muszę już chyba wspominać o tym, że Ubuntu jest systemem darmowym.


Pomyślałem, że fajnie byłoby stworzyć program, który działałby na podobnej zasadzie. Postanowiłem ograniczyć wyszukiwanie tylko do menu Start. Po decyzji o napisaniu programu pozostaje oczywiście wybór narzędzia, którego użyję. Do wyboru miałem trzy: Microsoft Visual C++ 2008 Express Edition, Borland C++ Builder, oraz Microsoft Visual C# 2008 Express Edition. Dodatkowo MSVC++2k8EE znam, ale programowanie okienek w nim jakoś mi nie leży. BCB jest fajne do tworzenia programów, ale ma niesamowicie ubogie możliwości. Pozostał więc MSVC#2k8EE. Tutaj sprawa też nie miała się najlepiej ponieważ w życiu nie napisałem nic porządnego w C#. Nie byłem pewien czy dam radę, ale postanowiłem sprawdzić. W końcu jeden nieukończony projekt w tą czy w tą to i tak bez różnicy przy tak dużej ich liczbie (tych nieskończonych) 