Uprzejmość autobusowa

27 11 2008

Ostatnio zdarzyło mi się przejechać autobusem. Toruńskim. Gdy autobus ruszył kobieta z głośnika (ta co zawsze mówi o tym jaki jest następny przystanek) oznajmiła, że listopad jest miesiącem wzajemnej życzliwości pasażerów MZK. Trochę w tym autobusie siedziałem więc usłyszałem jeszcze, że zanim usiądę powinienem sprawdzić czy to miejsce nie przyda się bardziej komuś innemu.

Rozejrzałem się po autobusie. Był pusty. Mimo wszystko i tak stałem, bo gdyby przyszła jakaś babcia i zechciała usiąść akurat na tym miejscu, bo dżewo i musiałbym udawać, że nie słyszę jak mi sapie nad uchem mimo tego, że w busie jest cała masa innych wolnych miejsc to wypadałoby wykazać się szczątkami dobrego wychowania i ustąpić jej miejsca.

Tutaj nachodzi mnie pierwsze pytanie. Dlaczego najbardziej żywotne i ruchliwe babcie w busie zawsze siedzą podczas gdy czasem jakaś biedna staruszka o kulach stoi obok?

Wrócę jednak do listopadowej uprzejmości w MZK. Nieco później również miałem przyjemność (?) jechać autobusem. Ten był nieco bardziej zatłoczony. Właściwie to nieco jest trochę nieadekwatnym słowem. Tak na prawdę to jechali studenci na zajęcia. Gdzieniegdzie zdarzył się przypadkowy zwykły człowiek, ale była to raczej rzadkość. Miejsca było tyle, że na szybach autobusu leżeli rozpłaszczeni ludzie, a żeby wsiąść należało chyba prosić przechodniów o to aby nas dopchnęli.

Mimo tak komfortowych warunków jazdy studenci pogardzili miejscami siedzącymi, których ktoś może potrzebować bardziej niż oni i niektóre z nich były po prostu puste. Wtedy naszła mnie myśl numer dwa…

Po co właściwie w autobusie są siedzenia? No u kierowcy to bym zostawił bo tam się może przydać, ale reszta? Ludzie i tak z nich nie korzystają bo może być ktoś kto będzie musiał usiąść, a Ci którzy mogliby i chcieliby usiąść po prostu nie mogą się do tych miejsc przepchać.

Dodatkowo, jako ciekawostkę powiem, że bilet miesięczny na wszystkie linie w Toruniu kosztuje więcej niż w Warszawie i jeśli się nie mylę – tam obejmuje on także metro. Ech, nie ma to jak płacić uczciwe pieniadze i otrzymywać za to uczciwe usługi :)





Komentarz i odpowiedź

13 11 2008

Przedytałem przed chwilą komentarz człowieka podpisującego sią przem997 w moim poscie na temat klawiszy multimedialnych w Acerze (http://moriturius.wordpress.com/2008/05/18/klawisze-multimedialne-acer-aspire-5610-i-ubuntu/#comments) i pozwolę sobie go tu zacytować i skomentować :) [bo kto mi zabroni]

przem997:

dlatego zrezygnowalem z linuxa, jak cos chcesz zeby dzialal to musisz sie napracowac, nowych urzadzen nie obsluguje, a jak chcesz je obsluzyc to szukasz w necie godzinami, kompilujesz, swirujesz jak autor powyzej, i to ma dac satysfakcje? pewnie daje, ale po co odkrywac ameryke gdy ktos juz ją odkrył, w windows wszystko dziala 3 kliknieciami, nie skreslam linuxa ale czekam juz 5 rok i co jakis czas sprawdzam czy dogonil windowsa, niestety nadal nie

Właściwie to wszystko zależy od tego czego wymagasz od swojego systemu. Jestem gotów założyć się, że 99% użytkowników komputera miałoby głęboko w… poważaniu to z jakiego systemu korzysta i tak czy siak wszyscy byliby zadowoleni. Zwłaszcza ludzie, którzy nie widzieli Windows’a w ogóle na oczy bo wówczas nie byłoby problemów typu: “A gdzie ja mam kliknąć? W Windowsie było tu, a teraz to już nie potrafię pomyśleć i znaleźć!”.

Problem z systemem pojawia się dopiero kiedy ktoś chce grzebać w systemie i zmieniać go, a nie bardzo potrafi. Z własnego doświadczenia wiem, że ludzie wówczas nie są nastawieni na naukę, a jedynie na “chcę mieć tak”. Stąd pojawia się frustracja odnośnie niedziałającego czegośtam, a to najczęściej wynika ze zwykłej niewiedzy i nieznajomości systemu.

W moim przypadku poszukiwania godzinami, o których wspomina też przem997 również spowodowane były nieznajomością tematu. Wszystkiego się uczyłem na bieżąco i dlatego trwało to dłużej. Dzięki temu jednak wiem już jak działa jakaśtam część systemu i jak będę chciał coś zmienić albo skonfiguować to nie będę już musiał poświęcać na to tyle czasu.

Na sam koniec napiszę tylko, że po pewnym czasie obcowania z Linuxem wszelkie modyfikacje są przeprowadzane w odpowiednio krótkim czasie, a człowiek przestaje widzieć wszelkie różnice pomiędzy Linuxem a Windowsem.

Ostatnio instalowałem MPD wraz z phpMp (zarządza MPD przez HTTP)  i demona pbmpcd (serwer do zarządzania MPD z komórki przez bluetooth) i na koniec dorzuciłem Icecast aby dźwięk był streamowany przez sieć. Brzmi groźnie i pomimo tego, że nie miałem zielonego pojęcia o konfiguracji tychże poradziłem sobie z tym w miarę sprawnie. W tej chwili mogę sobie słuchać muzyki z mojego komputera gdziekolwiek jestem pod warunkiem, że tam gdzie jestem jest internet i odtwarzacz muzyki z obsługą strumieni (np. WinAMP). No i oczywiście mój komputer musi być włączony :)

Podsumowując: wszystko zależy od doświadczenia oraz stopnia zepsucia Windowsem. Mówię zepsucia ponieważ Windows (tak jak wiele rzeczy w dzisiejszym świecie zresztą) przez to, że da się w nim zrobić wszystko dwoma kliknięciami przyczynia się do zaniku mózgu lwiej części społeczeństwa. Efekt jest taki, że informatyk w firmie musi trłumaczyć pani Zosi, że drukarka powinna być włączona jeśli pani Zosia chce drukować.

Nie będę już nikogo przekonywał, że Linux jest lepszy, fajniejszy i ładniejszy. Kogo to obchodzi? Każdy ma prawo do własnego zdania tak jak Amerykanie do hamburgerów. Btw. dzisiaj w TV słyszałem, że co trzeci (o ile dobrze pamietam) dorosły Amerykanin ma konkretną nadwagę.

Ech, czuję, że mi się dostanie za tego posta i ludzie będą mnie gnębić i bluzgać…





Ubuntu – Dźwięk

7 11 2008

Ostatnio nie za wiele pisałem w ogóle, a więc i o kodzie nic nie było. I nadal nie będzie ;) Nie kodzę ostatnio swoich programów (jedynie jakieś uczelniane programiki).

Postanowiłem dzisiaj pokombinować z dźwiękiem pod Ubuntu. Chodzi mi głównie o nagrywanie dźwięków wszelakich (przez mikrofon czy Line In).

Ostatnio kupiłem słuchawki… takie wielkie… zdziwiło mnie trochę, że są na USB. Nie sądziłem, że będą działać. Jak się okazało podobno mają wbudowane coś na kształt karty dźwiękowej.

O ile w Windowsie jest fajnie bo drivery były dołączone na płyty o tyle w Ubuntu wykrywana jest po prostu nowa karta dźwiękowa, ale nie do końca działa. Postaram się później pokombinować jak z tych słuchawek korzystać (za pomocą Pulse).

Na pewno się da bo po podłączenie słuchawek skutkuje zapuszczeniem w słuchawkach dźwięku startowego Ubuntu – więc działa ;)

No a teraz to w sumie wychodzę ;P Bye…