Zmiany, zmiany…

Dzisiaj zmieniła się skórka strony. Oprócz skórki chciałbym poinformować o tym, że od niedawna walczę nie tylko z kodem pisanym na konwencjonalne procesory, które możemy znaleźć w komputerach. Teraz postanowiłem pokombinować trochę z mikrokontrolerami. Na początek – AVR Atmega8. Od dawna byłem zainteresowany tworzeniem własnych urządzeń elektronicznych, a już najlepiej jeśli potrafiłyby potem rozmawiać z komputerem celem osiągnięcia jakiegoś wyższego celu (np. świecenia diodą LED 😉 ).

Początki były bardzo marne ponieważ nie mogłem się zebrać w sobie by kupić książkę i usiąść nad tematem. Z nieoczekiwaną pomocą przyszła kolejna studencka sesja egzaminacyjna. Niektórzy ludzie zamiast się uczyć sprzątają w domu, inni spotykają się ze znajomymi, a jeszcze inni… zaczynają poświęcać więcej uwagi na swoje niedoszłe hobby 😉 Tak było w moim przypadku i po przescroolowaniu całych kilometrów stron internetowych traktujących o wykorzystaniu mikrokontrolerów udało mi się zrozumieć czego potrzebuję aby zacząć.

Nie chciałem kupować Arduino głównie ze względu na cenę, choć nie tylko. Co prawda mamy wówczas do dyspozycji bardzo dużo bibliotek i ogromne wsparcie ze strony użytkowników, ale ja wolę wiedzieć wszystko od początku. Przecież naukę pisania programów w C mam już dawno za sobą więc to nie stanowi bariery. Dlatego postanowiłem kupić jedynie luźne komponenty i zacząć zabawę po swojemu.

Za jakieś 50-60 zł kupiłem cale tony wszelkich komponentów elektronicznych na Allegro i jak przyszły od razu rzuciłem się do kombinowania. Na początku głównym zadaniem było w ogóle poprawne podłączenie mikrokontrolera i zaprogramowanie go. W Windowsie do programowania można używać pięknych zintegrowanych środowisk podczas gdy w Linuxie, na którym pracuję takich cudów nie ma. Jak się okazało – nie są one mi tak bardzo potrzebne (choć jestem pewien, że wielu początkującym mocno ułatwią pracę i oszczędzą nerwów). Pierwsze połączenia mikrokontrolera z programatorem ISP wyglądały tak:

Szybko jednak stwierdziłem, że mikrokontroler na płytce stykowej zajmuje za dużo miejsca (nie mówiąc już o tej plontaninie kabli… Po ładnych kilku chwilach lutowania na płytce prototypowej powstał wynalazek następujący:

No i w końcu samą płytkę stykową można było wykorzystać do bardziej zacnych celów:

Lojalnie ostrzegam, że od tej pory na blogu mogą pojawiać się treści związane tematycznie z elektroniką cyfrową 🙂 Możliwe także (choć na to bym nie liczył :P), że zwiększy się częstotliwość dodawania wpisów. Tak czy inaczej – ja mam dużo radości, z tego, że na wyświetlaczu mogę napisać coś od siebie 😉 Jeśli komuś cisną się na palce pytania to nie krępujcie się i zadawajcie je w komentarzach.

Reklamy