Ubuntu, dwa monitory – disper, starcie drugie!

Wcześniej napisałem post o tym jak w prosty sposób zmieniać monitory w Ubuntu (i właściwie dowolnym Linuxie). Dzisiaj chciałbym rozwinąć nieco temat ponieważ samo łatwe zmienianie ekranu przestało mi wystarczać 😉

Sprawa wygląda następująco: Posiadam dwa monitory o różnej wielkości. System po uruchomieniu wykorzystuje tylko jeden monitor ze względu na to, że przez większość czasu i tak nie jest mi potrzebny drugi. No i nie zapominajmy o mniejszych rachunkach za prąd!

Problem

Gdyby oba monitory były takiej samej wielkości to na tym można by skończyć. Jest jednak inaczej. Dzisiaj po zainstalowaniu Cairo Dock postanowiłem sprawdzić jak poradzi sobie z dynamiczną zamianą monitorów. Okazało się, że nie najlepiej. Moje monitory wirtualnie skonfigurowane są następująco:

Generalnie utworzony jest jeden duży pulpit (2704 x 1050) i monitory są jedynie „oknami” do patrzenia na jego części. Z takim rozwiązaniem stowarzyszone są dwa podstawowe problemy:

  • kiedy myszką wyjedziemy w obszar szary znika ona z pola widzenia,
  • pasek zadań wyrównany do dołu i do lewej chowa się w szarej strefie i nie da się go obsługiwać.

Pierwszy problem może być uciążliwy jeśli na dole lewego monitora mamy pasek zadań. Trafienie w niego staje się nie lada wyzwaniem, ponieważ nie wystarczy tylko beztrosko przeciągnąć myszy w dół ekranu. Jeśli chodzi o ten drugi to sprawa wygląda jeszcze gorzej jeśli (tak jak w moim przypadku) pasek częściowo wychodzi jeszcze na większy monitor (po zmianie z jednego na dwa).

Jednak jeśli na dwóch monitorach wyłączyłem i uruchomiłem jeszcze raz Cairo Dock to ładnie rozkładał się on na lewym monitorze (można też skonfigurować go do uruchamiania na prawym). Jedyne co pozostało to po przełączeniu monitorów po prostu uruchomić ten program jeszcze raz. Ale zawsze robić to ręcznie? Nieeeee, przecież mamy Linuxa 😉

Rozwiązanie

Jak się okazuje, disper pozwala w katalogu ~/.disper/hooks  (gdzie ‚~’ to katalog domowy użytkownika) przechowywać haki, czyli skrypty lub programy, które wykona po zmianie rozdzielczości. Możemy utworzyć zatem prosty skrypt, który po prostu zabije proces Cairo Dock i później uruchomi go ponownie. Będzie on wyglądać pewnie tak:

#!/bin/bash
killall cairo-dock
cairo-dock &> /dev/null &

Oczywiście musi być umieszczony w katalogu ~/.disper/hooks i może się nazywać dowolnie. To jednak niestety nie wszystko. Trzeba jeszcze powiedzieć disperowi żeby uruchamiał ten plik po swoim działaniu. Robi się to dodając przy jego uruchamianiu parametr –plugins=user. Czyli program wywołamy na przykład tak:

disper -e --prefix=user

To rozwiąże nam problem paska. No ale oczywiście nie chcemy podawać tego parametru za każdym razem. Disper i tutaj wyszedł nam na przeciw. Możemy bowiem w jego pliku konfiguracyjnym znajdującym się w ~/.disper/config wpisać w każdej linii jeden parametr, który chcemy by był dodawany do każdego wywołania programu. Wystarczy zatem w konsoli wywołać polecenie:

echo "--prefix=user" >> ~/.disper/config

To tyle jeśli chodzi o sam pasek. Pozostaje jednak jeszcze problem myszy. Tutaj z pomocą przyjdzie nam inny program, o wiele mówiącej nazwie XCreateMouseVoid. Jego głównym (i jedynym) zastosowaniem jest tworzenie pojedynczego prostokątnego obszaru, do którego nie będzie można wjechać kursorem myszy. Pomysł jest zatem taki, żeby wypełnić całą szarą strefę takim właśnie obszarem. Wtedy miejsce dostępne do hasania kursorowi będzie odpowiadało temu co widzimy na monitorach i o to chodzi.

Aby program uruchomić należy go ściągnąć i skompilować. Sprawa jest jednak nadzwyczaj prosta i jak zwykle konsola sprawi, że życie jest przyjemniejsze:

sudo -i
(podajemy swoje hasło użytkownika)
apt-get install build-essential git
cd /opt
git clone https://github.com/cas--/XCreateMouseVoid.git
cd XCreateMouseVoid
make

I tyle. Teraz, żeby utworzyć przestrzeń wolną od ruchu kursora wystarczy wywołać program z odpowiednimi parametrami:

/opt/XCreateMouseVoid/XCreateMouseVoid 0 768 1024 1050

I teraz nie ma już problemów z uciekającym kursorem. Jedyne co pozostało to dodać powyższą linię do naszego skryptu w ~/.disper/hooks i wszystko załatwione. W razie gdyby przyszło mi do głowy później wykonywanie jakichś akcji przy przełączaniu monitorów rozwinąłem trochę skrypt do czegoś takiego:

#!/bin/bash
function common()
{
 killall XCreateMouseVoid
 killall cairo-dock 
 cairo-dock &> /dev/null &
}
function one()
{
 common
}
function two()
{
 common
 /opt/XCreateMouseVoid/XCreateMouseVoid 0 768 1024 1050 &> /dev/null &
}
function more()
{
 common
}
set $DISPER_DISPLAYS
if [ $DISPER_STAGE != "switch" ]; then
 exit 0;
fi
case "$#" in
 "1") one ;;
 "2") two ;;
 *) more ;;
esac

Ogólnie jego działanie jest dosyć proste. Za każdym razem gdy przełączamy monitory zabijane są XCreateMouseVoid i cairo-dock oraz uruchamiany jeszcze raz cairo-dock. Dodatkowo w przypadku gdy przełączamy w tryb dwóch monitorów tworzymy przestrzeń wyłączoną z ruchu kursora.

Myślę, że takie informacje będą pomocne wielu ludziom, którzy przychodzą tu z pytaniem o dwa monitory dla Ubuntu czy dowolnego innego Linuxa. Mi się na pewno przyda w razie gdybym kiedyś jeszcze tego potrzebował 😉

Ubuntu – dwa monitory na nowo

Po obejrzeniu statystyk oglądania mojego bloga zauważyłem, że znaczna większość odwiedzających przychodzi tu z zapytania „ubuntu dwa monitory”. Kiedyś pisałem już o tym ale tamto rozwiązanie jest już co najmniej nieaktualne. Dzisiaj istnieje o wiele lepsze rozwiązanie – stworzone z myślą o laptopach, ale ja sam używam go na komputerze stacjonarnym z dwoma monitorami.

Wspomniane rozwiązanie nazywa się disper i jego strona domowa znajduje się tutaj: http://willem.engen.nl/projects/disper/. Aktualnie najnowsza wersja opatrzona jest numerem 0.3.0, ale działa już bardzo poprawnie. Cały projekt napisany jest w pythonie więc nie ma problemów z kompilacją i miliardem zależności do rozwiązania. Cała instalacja składa się z upewnienia się, że mamy Pythona i narzędzie make. Możemy to zrobić na przykład tak:

$ sudo apt-get install build-essential python2.7

Następnie ściągamy, makeujemy i instalujemy najnowszą wersję dispera (w moim przypadku 0.3.0):

$ wget http://ppa.launchpad.net/disper-dev/ppa/ubuntu/pool/main/d/disper/disper_0.3.0.tar.gz
$ tar zxvf disper_0.3.0.tar.gz
$ cd dispercur
$ make
$ sudo make install

To tyle jeśli chodzi o instalację. Teraz jak tego używać? Zacznijmy może od wyświetlenia pomocy programu, która już sama mówi wszystko co trzeba wiedzieć:

$ disper -h

Jeśli bardziej lubisz czytać strony man lub info to też są dostępne.

Poniżej przedstawię podstawowe komendy dispera wraz z krótkim opisem:

  • disper -l  – powoduje wyświetlenie wszystkich dostępnych monitorów oraz ich rozdzielczości
  • disper -s – wykorzystywany jest jedynie pierwszy monitor
  • disper -S – wykorzystywany jest jedynie drugi monitor
  • disper -e – wykorzystane oba monitory, jeden z nich jest rozszerzeniem ekranu (xinerama)
  • disper -c – klonowanie obrazu – na obu monitorach jest to samo
  • disper -C – przełącza cyklicznie pomiędzy powyższymi trybami (coś jak Fn+Fx w laptopach [x to liczba od 1 do 12 😉 ] )

Dodatkowo możemy też wyeksportować nasze ustawienia do pliku:

$ disper -p > ekran.conf

Lub zaimportować te ustawienia:

$ cat ekran.conf | disper -e

Jedną poważną zaletą używania dispera jest to, że zmieniamy tryby graficzne i nie musimy restartować serwera Xów. To znaczy po prostu tyle, że uruchomione programy nie zostają ubite w tym procesie i po zmianie ekranu możemy po prostu pracować dalej.

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże ludziom trafiającym tu codziennie z problemami dotyczącymi obsługi dwóch monitorów. Oczywiście disper będzie działał w dowolnym innym Linuxie. Wystarczy mieć pythona oraz make’a, a to jest wszędzie.

Z tym postem muszę stwierdzić z zadowoleniem (ale też z lekkim smutkiem), że czasy kiedy siedziało się tygodniami przed Linuxem, żeby coś w nim uruchomić powoli się kończą. Powoli 😉

PS. Jeśli kogoś interesuje dlaczego „z lekkim smutkiem” to spieszę z odpowiedzią. Otóż może i siedzenie i grzebanie było czasami nużące i frustrujące, ale ostateczny sukces dawał ogromny zastrzyk samozadowolenia 😉

[Aktualizacja]

W moim opisie przy instalacji były błędy. Z niewiadomych przyczyn po ściągnięciu paczki zupełnie pominąłem krok rozpakowywania i przejścia do katalogu źródeł. Dlatego niektórym prezentowane  rozwiązanie mogło nie działać! 😉

[Aktualizacja 2]

Dodałem nowy wpis o bardziej zaawansowanym wykorzystaniu narzędzia disper: https://moriturius.wordpress.com/2012/03/09/ubuntu-dwa-monitory-disper-starcie-drugie/

Budowanie plików *.deb – prostsze niż się wydaje

Dziś przez przypadek (podczas różnych kombinacji w Ubuntu) odkryłem, że jest niesamowicie prosty sposób na stworzenie paczki DEB zawierającej cokolwiek tak, aby możliwa była instalacja tego na dysku.

Aby stworzyć archiwum z katalogu, który mamy już stworzony (wraz z plikami które chcemy umieścić w paczce)  wystarczy stworzyć w tym katalogu kolejny folderek nazwany DEBIAN, a w środku plik control. Do tego pliku należy wpisać kilka informacji podstawowych o pakiecie. Listę możliwych pól można znaleźć TUTAJ.

Kiedy już mamy stworzony plik ./<katalog>/DEBIAN/control to wówczas wydajemy polecenie:

dpkg-deb --build ./<katalog>

Po chwili będziemy mieli paczkę <katalog>.deb

Stworzony w taki sposób pakiet jest dość ubogi ale wystarczy żeby zainstalować/odinstalować w systemie program lub jakieś inne pliki. Jeśli kogoś zainteresował taki „ręczny” sposób tworzenia archiwów to proponuję lekturę TEGO dokumentu. (Podany wcześniej link jest tylko częścią większej części opisującej archiwa debianowe)

Dystrybucje

Korzystając z wolnego czasu postanowiłem sprawdzić jak radzą sobie najbardziej znane (przynajmniej moim zdaniem) dystrybucje Linuksa. Pamiętam swoje początki z tym systemem operacyjnym – wówczas byla to dystrybucja RedHat 9. Od tamtego czasu sporo się zmieniło…

Fedora

Na pierwszy ogień postanowiłem puścić Fedorę. Po zainstalowaniu ładnie wykryła sieci bezprzewodowe co zasługuje niewątpliwie na ogromny plus gdyż nawet Ubuntu miał z moją kartą sieciową problemy, które znikły dopiero w najnowszej dystrybucji. Na początek chciałem zainstalować Gnome-Do. Świetne narzędzie do wszystkiego dla użytkowników środowiska GNOME. Po zainstalowaniu okazało się, że nie ma tam żadnych wtyczek (w Ubuntu były zainstalowane z programem). Postanowiłem więc poszukać wtyczek które mnie interesowały. Kilka godzin i milion prób później wciąż nie miałem wtyczek… Porzuciłem więc ten pomysł i postanowiłem przyjrzeć się reszcie systemu.

Zauważyłem, że w Fedorze bardzo duży nacisk kładziony jest na bezpieczeństwo. To cud, że aby ruszyć myszą nie trzeba wpisywać hasła root’a… Co prawda jest to trochę uciążliwe, ale w końcu bezpieczeństwo jest bardzo ważne…

Była jednak pewna rzecz (oprócz irytującego braku wtyczek do gnome-do), która sprawiła, że postanowiłem więcej nie dotykać tego systemu – instalator programów/pakietów. Mimo iż pomysł z kolejkowym dostępem do blokady operacji „na”programach” przypadł mi do gustu to wyszukanie pakietu, który mnie interesował w repozytoriach graniczyło niemalże z cudem – nawet jeśli mniejwięcej znałem nazwę samego pakietu…

Fedora początkowo zrobiła na mnie niezłe wrażenie, ale o przyjazności użytkownikowi chyba jeszcze niewiele słyszała (chociaż z drugiej strony ma interfejs grafizcny 😉 ). Jednak po kilku ładnych godzinach klikania i sprawdzania i kombinowania stwierdziłem, że nie jest to system z którym chciałbym żyć na codzień… Postanowiłem spróbować czegoś innego…

OpenSUSE

Następny w kolejce był znany mi już od jakiegoś czasu OpenSUSE. Od naszego ostatniego spotkania poczynił niesamowite postępy. Zaskoczyło mnie trochę, że i on nie miał problemów z rozpoznaniem mojej karty sieciowej i wykryciem sieci bezprzewodowych. Kiwając z uznaniem głową postanowiłem zainstalować sobie na początek sterowniki do karty graficznej. Przyznam się, że trochę się przy tym namęczyłem, ale wszystko przez mój niedobry pośpiech i niechęć do czytania instrukcji 😉 Gdyby nie to prawdopodobnie nie sprawiłoby mi to kłopotu. Tak czy inaczej po godzince czy dwóch miałem już zainstalowane sterowniki NVidii do mojej karty i z zapałem ruszyłem psuć inne rzeczy.

Następną rzeczą jaką musiałem zrobić było włączenie odtwarzacza muzyki. Tutaj domyślnym okazał się być mój ulubiony Banshee (zatem plus dla susła 🙂 ). Niestety okazało się, że nie chce mu się odtwarzać mp3. Okazało się, że brakowało mu codeców, które w Ubuntu są instalowane domyślnie. Nie było ich i pewnie nigdy nie będzie w domyślnej instalacji systemu ponieważ wówczas kolidowałoby to z częścią Open nazwy tegoż systemu 🙂 Po zgooglowaniu problemu okazało się, że wystarczy ściągnąć i uruchomić jeden mały pliczek i reszta zrobi się za mnie. Tak się stało i po restarcie komputera mogłem się cieszyć moimi ulubionymi utworami wypełniającymi przestrzeń.

Tak świetnie przygotowany do dalszej pracy rozpiąłem guzik pod szyją w moim T-Shirt’cie bez guzików i ruszyłem instalować Netbeansa. Tutaj troszeczkę się rozczarowałem. Netbeans w repozytoriach był w wersji 5.0 (najnowsza to 6.5 czy nawet 6.7) , a po instalacji i uruchomieniu straszliwie wolno pracował. Pomyślałem wówczas: „Hmm… OpenJDK”. Ściągnąłem więc i zainstalowałem najnowsze JDK od SUNa. Następnie ściągnąłem najnowszego Netbeansa z internetu i (po uprzednim odinstalowania tego z repów) zainstalowałem go na dysku. Po uruchomieniu śmiga równie pięknie jak pod znanym i lubianym przez wszystkich systemem.

Dalszych testów już właściwie nie robiłem bo postanowiłem, popracować trochę z tym systemem i przyjrzeć mu się dokładniej. Jeśli zauważę jakieś ogromne niedogodności czy coś godnego uwagi to napiszę o tym na tym blogu.

Podsumowanie

W podsumowaniu chciałbym przyrównać te systemy do najbardziej mi obecnie znanego Ubuntu. Wspomniana na początku Fedora nie ma szans aby równać się z łatwością użytkowania potomka Debiana, ale za to jest mnie idiotoodporny, a co za tym idzie – bardziej konfigurowalny. Właściwie nei ma co tu porównywać gdyż Fedora nigdy nie mówiła, że ma zamiar być najbardziej popularną i łatwą w użyciu dystrybucją. Polecam ją ludziom, którzy nie boją się wyzwań (a uważają, że Gentoo to trochę za głęboka woda 😉 ).

Jeśli chodzi o OpenSUSE to w łatwości użytkowania również przegra z Ubuntu i nie poleciłbym go całkowicie początkującym. Jest jedna rzecz, która ogromnie przypadła mi tutaj do gustu. Ustawianie zmiennych systemowych. O ile korzystając z Ubuntu męczyłem się z ustawieniem jednej zmiennej przez kilka dni przeszukując fora, na których każdy miał 100 pomysłów i żaden tak do końca nie skutkował to tutaj wszedłem zagooglowałem o ustawianiu zmiennych systemowych i zaraz dowiedziałem się, że jeśli chodzi o jednego użytkownika to wystarczy ustawić .bashrc w jego katalogu domowym, a globalnie – dodać exportowanie zmiennych w pliku /etc/bash.bashrc.local . Tak to na prawdę takie proste 😉

CommonLib dla Linuxa!

Postanowiłem ostatnio pouczyć się troszkę korzystanie z pakietu autotools i wpadłem na pomysł aby przy okazji zrobić coś dobrego dla ludzkości. Po złączeniu obu pomysłów w jeden wyszło na to, że zabrałem się za stworzenie paczek Linuxowych dla świetnej biblioteki autorstwa Regedita, służącej do najróżniejszych dość często wykonywanych czynności. Stąd też pewnie jej nazwa –  CommonLib.

Poniżej znajdują się linki do wersji z kodem źródłowym oraz do paczki pod Ubuntu/Debiana:

Instalacja pliku DEB nie powinna przysporzyć problemów natomiast jeśli chodzi o wersję źródłową to instaluje się ją standardowo:

tar -zxf commonlib-8.1.tar.gz
cd commonlib-8.1
./configure
make
sudo make install

UWAGA: Mam wrażenie, że w paczce DEB nie ma umieszczonych zależności. Moduł ZlibUtils wymaga biblioteki zlib-dev. Wersja źródłowa sama się o to upomni 🙂

Ubuntu i dwa monitory

Nie jest tajemnicą, że do laptopów można podłączać dodatkowe monitory. W systemie Windows najczęściej nie wymaga to żadnego konfigurowania i wystarczy po prostu podłączyć monitor i wcisnąć odpowiednią kombinację klawiszy. Do wyboru mamy właściwie 3 możliwości. Pulpit widoczny na ekranie jednego lub drugiego monitora bądź na obu jednocześnie. Dodatkowo jak się poklika to można ustawić aby jeden monitor był „rozszerzeniem” pulpitu. Jednak nie podoba mi się żadne z tych rozwiązań. Oglądanie pulpitu na jednym monitorze jest oczywistym bezsensem jeśli podłączyliśmy dwa. Oglądanie tego samego na dwóch monitorach jest ok, ale na prezentacje. Wspomniane rozszerzenie? Niby ok, ale na monitorze dodatkowym nie ma nic, żadnych ikonek, żadnych pasków. Trochę bieda.

A jak to w Linuxie? Ano… podobnie 🙂 Oczywiście wymaga to troszkę większej ilości konfiguracji (ale czyż nie za to kochamy Linuxy? ^^). Na szczęście konfiguracja przy pomocy programu nvidia-settings jest prawie tak proste jak w Windowsie. Dostępne mamy tryby wyświetlania takie jak w Windowsie plus jeden, którego tam się zrobić chyba nie da.

Chodzi o wyświetlanie na obu monitorach całkowicie osobnych i kompletnych pulpitów. Można to osiągnąć wybierając w nvidia-settings opcję „Separate X/Screen” dla każdego monitora (przycisk Config). Jest to całkiem ciekawa opcja ponieważ każdy ekran może posiadać inną konfigurację paneli i skrótów. Jedynym problemem tutaj jest brak  prostej możliwości przenoszenia okien między monitorami (o ile w ogóle istnieje).

Do tej pory nie korzystałem z tej opcji (mimo iż bardzo chciałem) ponieważ w połączeniu z menedżerem okien Compiz Fusion na monitorze głównym po kliknieciu na jakieś rozwijane menu czy coś takiego czas oczekiwania na pojawienie się go był skandalicznie długi. Nie przyszło mi do głowy wcześniej, że można próbować to obejść.

Dziś podczas przeglądania różnych materiałów trafiłem przy okazji zupełnie na post na forum, gdzie ktoś poradził uruchomić oddzielny Compiz dla każdego monitora. Sprawdziłem. Zadziałało. Aby uruchomić Compiza na konkretnym monitorze (np. :0.1) należy po prostu ustawić odpowiednio zmienną DISPLAY:

DISPLAY=:0.1 compiz --only-current-screen &

No i fajnie, ale stanąłem przed problemem ponieważ nie do końca wiem, w którym momencie Ubuntu uruchamia Compiza jeśli robi to automatycznie. Szukałem w najróżniejszych miejscach i nie mogłem znaleźć więc jeśli ktoś wie to niech się pochwali 🙂

Postanowiłem więc po prostu zabić Compiza, który się uruchomi i na jego miejsce uruchomić dwa własne. Osiągnąłem to najpierw tworząc plik…

touch ~/.config/compiz/startup.sh
chmod 755 ~/.config/compiz/startup

… następnie wklejając do niego treść…

#!/bin/bash

killall compiz
killall compiz.real
killall emerald

#uruchamianie menedżera okien
DISPLAY=:0.0 compiz --only-current-screen &
DISPLAY=:0.1 compiz --only-current-screen &

#uruchamianie dekoratora okien
DISPLAY=:0.0 emerald --replace &
DISPLAY=:0.1 emerald &

#uruchamianie window nawigatorów
DISPLAY=:0.0 avant-window-navigator &
DISPLAY=:0.1 avant-window-navigator &

Tak przygotowany skrypt należy wrzucić do startowych (podczas uruchamiania sesji) w menu System->Preferencje->Sesje. Trzeba dodać jeden wpis, który uruchomi skrypt podczas startu sesji.

Takie rozwiązanie działa, ale zdecydowanie nie należy do najlepszych. Ponawiam więc prośbę o pomoc w zlokalizowaniu miejsca, w którym uruchamia się compiz.

And last, but not least – Pozdrawiam, moją Karolinkę, która wyrzuca mi, że jeszcze nigdy tego nie zrobiłem 🙂

Powiadomienie o poczcie GMail na Ubuntu

Po skonfigurowaniu obsługi klawiszy specjalnych, pobawiłem się nimi trochę i nawet nie wiem już jak udało mi się odkryć coś bardzo zaskakującego. Otóż na laptopie, którego mam już ponad rok jednym z przycisków specjalnych jest przycisk z narysowaną kopertą. Jak łatwo się domyślić w strefach urzędniczych zapewne służy do szybkiego wysyłania łapówek, a zwykłym użytkownikom wciska się, że można nim uruchomić klienta poczty. Nic w tym zaskakującego. Bardziej zaskakujące było to, że przez przypadek odkryłem że ten przycisk potrafi świecić! Właściwie to mrugać… Nieważne. Ważne jest to, że potrafi on zwracać na siebie uwagę.

Okazało się nawet, że w Ubuntu mogę sobie właczyć i wyłączyć tą lampkę za pomocą poleceń:

echo on > /proc/driver/acerhk/led
echo off > /proc/driver/acerhk/led

Od razu w mojej głowie zrodził się szatański plan! A gdyby tak ta ikonka powiadamiała mnie o tym, że mam nową pocztę? Okazało się to być prostsze niż sądziłem. Wystarczyło zainstalować program CheckGmail i odpowiednio go skonfigurować. Przez odpowiednio rozumiem po prostu wpisanie loginu i hasła tam gdzie są wymagane oraz dodanie wyżej podanych linijek włączających i wyłączających diodę odpowiednio po znalezieniu nowej poczty na koncie lub po odkryciu, że wszystkie wiadomości zostały już przeczytane.

Na koniec wystarczyło dodać hotkey w sposób opisany na końcu poprzedniego posta tak, aby otwierał przeglądarkę na stronie GMaila. Nie stanowiło to wielkiego problemu. Wystarczyło jako komendę ustawić: firefox http://www.gmail.com/ a jako klawisz do jej realizowania: XF86Mail.

Nic trudnego, a ile radości daje oglądanie migającej pomarańczowej koperty kiedy ktoś przyśle Ci maila 🙂